Reklama
A A A

Birma

Zostawmy obecnie Cejlon, a przenieśmy się do kra­jów, które od Cejlonu przejęły w przeszłości tradycje therawady. Na pierwszym miejscu należy tu postawić Birmę. Właściwie buddyzm dotarł tu początkowo nie za pośrednictwem Cejlonu, ale później przeniesiono tu hinajanę z Cejlonu i ten moment zadecydował o trwa­łym zakorzenieniu się tego kierunku na tym terenie. Położona stosunkowo najbliżej Indii właściwych, Birma od dawna ulegała kulturalnym wpływom za­chodniego sąsiada. Tradycja tutejszego buddyzmu wspomina już o wysłannikach Asioki w III wieku p.n.e., zabytki zaś architektoniczne w okręgu Talaing, dokąd od niepamiętnych czasów imigrowali mieszkań­cy Orysy, zdają się również świadczyć o istnieniu bud­dyzmu przed naszą erą. Wraz z buddyzmem sprowa­dzono tu również inne popularne wierzenia indyjskie. Na ten substrat nałożyła się nowa tradycja: w V wie­ku n.e. przybył tu jakoby z Cejlonu uczony indyjski, znawca i komentator kanonu palijskiego, Buddhagho-sa, przekazując miastu Thaton hinajanę. W tym samym czasie szerzyła się już w rejonie miasta Pagan wadżra-jana, przejęta bezpośrednio z Indii. Około X wieku do­tarły tu również tantryzm i siaktyzm. Te niedokładnie jeszcze zbadane stosunki ciągnęły się aż do XI wieku, gdy król Anoratha (1044—1077) zjednoczył cały kraj. Po zajęciu Thatonu uznał wyższość kulturalną tego okręgu; w związku z tym przyjął i wprowadził w ca­łym kraju hinajanę, którą odtąd zarówno on sam, jak i jego następcy popierali czynnie i propagowali, tak że wreszcie zapanowała w całej Birmie. Klasztory stały się tu instytucjami wychowawczymi, gdzie wszyscy chłopcy pobierają naukę, a cała ludność żyje prakty­kując przykazania buddyjskie, tak że wszystek porzą­dek społeczny w kraju oparty jest właściwie na myśli buddyjskiej. Gdy w roku 1886 Birma została zajęta przez Anglię, tradycje buddyjskie utrzymały się na ogół bez zmian. Blisko 25 milionów, ok. 90% ludności, wyznaje tu buddyzm, a 350 tysięcy mnichów kieruje tą masą. Obecny stan buddyzmu w Birmie jest jednak tylko bla­dym odbiciem jego świetności w dawnych wiekach. Niemal do końca XIX wieku buddyzm był tu religią popieraną przez władców, których za czyny pobożne uznawano za przyszłych buddów. Dla Birmańczyków król jako obrońca wiary i jej promotor w państwie jest nieodłącznie związany z funkcjonowaniem religii. Nic dziwnego, że buddyści stale marzyli o powrocie do nie­zapomnianej przeszłości, włączając się też do ruchów antybrytyjskich. Gdy wreszcie w roku 1948 Birma uniezależniła się od Anglii, jej premier U Nu, mimo oficjalnego aprobowania pewnych socjalistycznych przesłanek rozwoju państwa, uważał — zgodnie z pra­dawnymi wzorami — za nieodzowne faworyzować kler buddyjski i wprowadzić buddyzm jako religię pań­stwową. Pieniądze państwowe i fundusze zagraniczne szły na budowanie wspaniałych budowli sakralnych. Zorganizowano też w 1954 roku szósty (od czasów Bud­dy) sobór buddyjskich uczonych z 30 krajów świata, czyniąc w ten sposób z Birmy ważny ośrodek propa­gandy doktryny. Buddyzm dla większości Birmańczy­ków był tradycją narodową, z którą każdy mógł sie bez reszty identyfikować, lecz nie stanowił bynajmniej systemu ratuiącego gospodarkę narodową i rozwiązu­jącego trudności polityczne z mniejszościami narodo­wymi. Sytuacja uległa przeto pogorszeniu, tak że w 1958 roku U Nu ustępuje chwilowo z rządu, by prze­myśleć od nowa koncepcję uzdrowienia stosunków w kraju. Przez jeszcze ściślejsze związanie się z kle­rem (gdyż wcześniejsze socjalistyczne elementy pro­gramu politycznego jakoby go zawiodły), a nawet po­przez praktyki religijne (medytacje) U Nu zmierza do nowej kampanii wyborczej w roku 1960. Obiecuje zre­alizować swe dawne plany wprowadzenia buddyzmu jako religii państwowej, gdyż religia jest według nie­go warunkiem pokoju i dobrobytu. By zapewnić sobie zwycięstwo w wyborach, składa ludowym bóstwom zwanym nat ofiary i obiecuje budowanie im świą­tyń (nie stoi to w sprzeczności z buddyzmem, który jest przesiąknięty wpływami miejscowymi, w każdym kraju innymi). Taka postawa daje mu bez­warunkowe poparcie kleru i jego podopiecznych. U Nu zyskuje sobie tym duchowe zasługi na lepsze życie wieczne, zdobywa też premierostwo, lecz nie za­dowala wszystkich w kraju. Mieszanie religii z polity­ką nie budzi powszechnego zaufania. Ogłoszenie w parlamencie dekretu o wprowadzeniu religii pań­stwowej wraz z różnymi zarządzeniami wykonawczy­mi w tym kierunku (np. rozpoczęcie budowy 60 ty­sięcy pagód dla zapewnienia pokoju) budzi jawne pro­testy, zwłaszcza wśród zaniepokojonych tym mniej­szości. Wreszcie w marcu 1962 roku generał Ne Win prze­prowadza zamach stanu, aby przywrócić w państwie porządek. Armia ofiarowała narodowi określoną ideo­logię odbudowy, a jako drogę do modernizacji gospo­darki i życia ludu przyjęła swoisty socjalizm. Zamiast pouczeń buddyjskich próbuje się podsunąć narodowi program partii ogłoszony p.n. „Birmańska droga do so­cjalizmu" (1962), rozwinięty później w dokumencie zwanym „System współoddziaływania człowieka i je­go otoczenia" (1963). Rozwija się tu tezy będące kompromisem między buddyzmem, marksizmem a za­chodnią demokracją. Marksizm reprezentowany jest tu przez ideę służby społeczeństwu drogą wysiłku indywi­dualnego i zbiorowego. Na służbę społeczeństwu mają być skierowane zabiegi, dotąd — zgodnie z wymagania­mi buddyzmu — służące celowi osiągnięcia indywidual­nego wyzwalania się z niedoli bytu. Kler zostaje od­sunięty od inicjatyw w społeczeństwie, ma jednak możliwość wpływania aktywnego i pozytywnego na społeczeństwo, np. przez udział w dziele usuwania analfabetyzmu (ok. 30% ludności nie zna pisma). Wy­maga się też od mnichów przestawienia nauk o zyski­waniu zasług na zbawienie za zasługi o znaczeniu pu­blicznym (m. in. uczenie oszczędności w wydatkach na cele świątynne). Wreszcie nauki moralne winny kie­rować umysły ludzkie na łączenie pragnień indywi­dualnych z dobrem całego społeczeństwa. Taka ide­ologia ma szansę wrośnięcia w masy. Nie jest ona całkowicie sprzeczna z tradycjami, czym byłoby bez­kompromisowe przyjęcie określonej ideologii. Mnisi jednak niełatwo się godzą na rolę wyznaczaną im przez reżim Nie Wina. Ich aspiracje polityczne zmie­rzają w innym kierunku. Rząd demaskuje aspołeczną postawę wielu mnichów, przeprowadza nawet w 1964 roku aresztowania wśród mnichów (wbrew ustalonej tradycji o nietykalności mnicha), zarządza też reformę fiskalną uderzającą niemal wyłącznie w skarbce świątyń, wzbogacającą natomiast skarbiec państwa. Szczególnie ta ostatnia akcja dotknęła kler, który na­wykł do dobrobytu, lecz nie mieli mnisi prawnej pod­stawy obrony, gdyż nie popiera ich jedyna partia rzą­dząca (inne zostały zdelegalizowane i wszelkie organi­zacje, w tej liczbie buddyjskie, są oficjalnie kontrolo­wane). Rząd natomiast daje ludowi dowody, że nie działa przeciw mnichom, którzy nie prowadzą działal­ności sprzecznej z obowiązującym prawem — np. żoł­nierze za zgodą władzy udzielają mnichom tradycyjnej jałmużny w jedzeniu, żołnierze też w ramach służby prowadzeni są do prac porządkowych w świątyniach, co znalazło uznanie publiczne. Nawet kler wyraził uznanie za tę akcję. Wszystko wskazuje jednak na to, że mimo respektu dla religii klerowi jako takiemu rząd obecny nie pozwoli na odegranie roli politycznej.