Reklama
anna maria jopek
A A A

Dominikanie

Odmienny, ale nie mniej charakterystyczny aspekt średniowiecznego chrześcijaństwa zachodniego prze­jawił się w działalności zakonu dominikanów. Bezpo­średnim celem nowego zgromadzenia zakonnego, za­łożonego w 1216 roku przez Dominika Guzmana, a opartego na regule Augustyna, było tępienie herezji albigensów, dalszym zaś obrona czystości wiary i doktryny chrześcijańskiej. Zakon ten w założeniu był zakonem żebrzącym, tak jak franciszkanie, ale przestrzegał zasady ubóstwa tylko w stosunku do poszczególnych osób, a nie w stosunku do wspólnoty zakonnej i w krótkim czasie stał się jednym z naj­bogatszych zakonów. Największym atutem w ręku za­konu było kierownictwo trybunałami inkwizycji, prze­kazane mu przez papieża Grzegorza IX w 1232 roku. To zadecydowało o historii i potędze dominikanów, którzy jako oficjalni cenzorzy prawowierności koś­cielnej stali się ucieleśnieniem grozy i okrucieństwa. Pierwotny cel Dominika, by nawracać ludzi słowem i przykładem, zaczęto realizować poprzez więzienia, tortury i ogień na stosie. Pod tym względem zakon dominikanów był wyrazicielem jednej z istotnych cech katolicyzmu średniowiecznego. Działalność inkwizycji rozpoczęła się za pontyfi­katu Lucjusza III, który w 1184 roku rozkazał wszyst­kim biskupom, by w miejscach zagrożonych herezją osobiście lub za pośrednictwem swych delegatów po­szukiwali heretyków i po stwierdzeniu winy oddawali ich w ręce władzy świeckiej dla wymierzenia odpo­wiedniej kary. Tego rodzaju sądy biskupie otrzymały nazwę sądów inkwizycyjnych, a tryb ich postępowa­nia był określany na rozmaitych synodach. Działal­ność tych trybunałów nie zadowalała jednak kurii rzymskiej, wobec czego papieże ustanawiali w róż­nych krajach swoich własnych inkwizytorów. Zwy­czaj ten zapoczątkował Grzegorz IX, powierzając do­minikanom organizowanie w tych krajach i prowin­cjach, gdzie istniały jakieś ośrodki heretyckie, spec­jalnych trybunałów. Dominikanie zabrali się do tej akcji z niezwykłą gorliwością. Trybunały inkwizycyjne zaczęły się mnożyć we wszystkich krajach, szczególnie we Włoszech, w Hisz­panii, Szwajcarii, Niemczech i Niderlandach. Również dla Polski zostali ustanowieni inkwizytorzy. W 1318 roku Jan XXII wysłał do Polski dwóch wielkich ink­wizytorów: dominikanina Peregryna i franciszkanina Hipodineta. Wkrótce też w zachodniej i środkowej Europie zapłonęły liczne stosy, na których umierali katarowie, waldensi, albigensi, begardowie i inni lu­dzie uznani za heretyków. Inkwizycja była narzędziem niszczenia wrogów po­litycznych, klasowych i osobistych. W rękach inkwi­zytorów i ich popleczników znalazła się straszna broń pozwalająca na dławienie elementów radykalnych i rewolucyjnych. Ludzi niebezpiecznych czy niewy­godnych nazywano heretykami, niszczono i odbiera­no im majątki, pomnażając w ten sposób bogactwa książąt duchownych i świeckich, biskupów i klaszto­rów. Stosy inkwizycyjne płonęły przez cztery wieki. Często bardziej niż okrutnej śmierci przez spalenie lękali się ludzie powolnego konania, bo za „mniejsze przewinienia" pozostawiano podejrzanych „w spoko­ju" (in pace), to znaczy zamurowywano ich w lochu. Zakon dominikanów odegrał czołową rolę nie tylko w inkwizycji czysto kościelnej, ale również w tzw. inkwizycji hiszpańskiej, ustanowionej przez Ferdy­nanda i Izabelę w 1478 roku i zatwierdzonej przez papieża Sykstusa IV oraz określanej przez wielu hi­storyków jako „instytucja kościelna oparta na władzy państwowej". Z zarządzenia papieskiego w 1480 roku wysłani zostali do Sewilli w charakterze inkwizytorów dominikanie Morillo i Juan de San-Martin, którzy wsławili się tam niesłychanym okrucieństwem. Teoretyczne uzasadnienie dla swej działalności in-kwizycyjnej znajdowali dominikanie w licznych bul­lach i zarządzeniach papieży, jak również w argu­mentach teologów. Zdaniem Tomasza z Akwinu (rów­nież dominikanina) nie należy tolerować upartych heretyków, lecz trzeba ich karać śmiercią. Jeśli bo­wiem za sprawiedliwe uważa się karanie śmiercią fałszerzy pieniędzy, tym sprawiedliwsza jest ta kara dla heretyków, którzy przecież są większymi złoczyń­cami. Podobnie uzasadniał działalność inkwizycji kar­dynał Bellarmin, dwukrotny kandydat na papieża, za­liczony do grona świętych przez Piusa XI w 1930 ro­ku. Według niego śmierć nie jest dla heretyka krzywdą, lecz dobrodziejstwem, bo im dłużej żyje, tym więcej grzeszy i na tym sroższe zasługuje po­tępienie. Wśród wielu inkwizytorów, wysławianych w doku­mentach kościelnych jako „gorliwi obrońcy wiary przed zalewem heretyckim", głośne było nazwisko niemieckiego dominikanina Sprengera, autora książki /,Młot na czarownice". Pojęcie czarownicy to jeden z ważnych elementów religijności średniowiecznej. Wiara w diabły i ma­giczną moc pewnych znaków zrodziła pojęcie cza­rownicy i czarownika, którzy obdarzeni siłą diabelską powodują rozmaite nieszczęścia i kataklizmy. W ist­nienie czarownic i czarowników wierzył nie tylko prosty lud, wierzyli wszyscy, tak mnisi, jak i biskupi. Był to jeden z trwałych elementów religijności ludo­wej przekazywanej od czasów starożytnych. Praktyki uznane za czarnoksięskie zawsze podlega­ły karom, ale do XIII wieku kary te nie przybrały charakteru masowego. W XIII wieku zaczął się usta­lać pogląd, że czarnoksięstwo jest herezją, stąd oskar­żenie kogoś o czary, jako równoznaczne z oskarże­niem o herezję, było rozpatrywane przez sądy inkwi-zycyjne. Bulle papieskie z tego czasu ostro wystę­pują przeciwko czarownikom, szczególnie bulle Inno­centego VIII, Juliusza II i Hadriana VI. Jest w nich mowa o tym, że czarownicy obojga płci dopuszczają się rozpusty z diabłami i wyrządzają ludziom wielkie szkody. Wymieniona książka Sprengera pozostaje w bez­pośrednim związku z bullą Innocentego VIII. Zajmu­je się opisem krzywd wyrządzanych ludziom przez czarownice, a wśród najrozmaitszych niedorzeczności powtarza twierdzenie, że czarownice udają się w no­cy na tzw. „sabat", gdzie uprawiają orgie z diabłami. Ponieważ zwykłe sposoby walki z nimi, jak modlitwy i egzorcyzmy, nie są skuteczne, przeto należy je wy­łapywać i palić na stosach. „Młot na czarownice" otwiera nową, najczarniejszą kartę w dziejach walki kościoła z czarownicami. Zakony franciszkański i dominikański reprezentują dwa odmienne aspekty średniowiecznego chrześci­jaństwa zachodniego. Nurt franciszkański był w swym założeniu cichym protestem przeciwko doczesnej i po­litycznej władzy papieża, przeciwko wiązaniu się kościoła z klasą posiadaczy i wyzyskiwaczy. W swo­jej pozytywnej formie miał nieść pomoc ludziom biednym i uciskanym. Ten nurt jest źródłem akcji charytatywnej w kościele. Nurt dominikański nato­miast w swej średniowiecznej formie stanowił od początku narzędzie kurii rzymskiej w jej walce o panowanie nad światem. Nurt ten rozwinął się w okresie, w którym cały świat zachodni był poddany papieżowi. Jedyne niebezpieczeństwo zagrażające władzy papieskiej mogło pochodzić wówczas tylko od ludzi odmiennej wiary i „rewolucjonistów". Nurt dominikański miał za zadanie tłumić to zarzewie nie­posłuszeństwa.