Reklama
seebestattung
A A A

KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI A PAŃSTWO

Wymienione czynniki wpływały na to, że stosunki po­między państwem rzymskim a kształtującym się chrześcijaństwem układały się inaczej aniżeli z innymi religiami ludów wchodzących w skład imperium. Na przełomie dawnej i nowej ery dominował w imperium synkretyzm religijny: istniały obok siebie i splatały się z sobą rozmaite wierzenia i kulty. Przyjmowano je chętnie, gdyż w jakiś sposób zaspokajały potrzeby lu­dzi na schyłku starej kultury. Religia chrześcijańska początkowo nie była traktowana wrogo ani przez wła­dzę państwową, ani przez ludność. Był to raczej sto­sunek lekceważąco-pogardliwy, wynikający z przeko­nania, że chrześcijanie są jedną z sekt żydowskich. Z czasem jednak uczucie lekceważenia i pogardy przy­brało charakter niechęci, a nawet wrogości — a to wskutek buntów żydowskich przeciwko panowaniu rzymskiemu. Wrogość przeciwko Żydom kierowała się również przeciwko chrześcijanom. Po raz pierwszy uwydatniło się to za panowania Klaudiusza (41—54), który w 50 roku wystąpił przeciwko Żydom w Rzymie i nakazał im opuścić to miasto. Faktem jest, że chrześ­cijanie przez długi czas podzielali w imperium los Ży­dów. Tak było jeszcze za cesarzy Hadriana (117—138) i Septymiusza Sewera (193—211). Widoczne jednak były w państwie rzymskim tendencje do odróżniania religii żydowskiej od narodu żydowskiego. Represje przeciwko Żydom stosowano nie ze względu na ich religię, o której zresztą Rzymianie mieli bardzo nie­jasne wyobrażenie, lecz ze względu na ich postawę w stosunku do władzy państwowej. Władze w cesarstwie były na ogół nastawione tole­rancyjnie wobec wszystkich religii i nie narzucały lu­dom żyjącym w jego granicach jakiejś jednej religii. Obowiązywała jednak zasada, że cesarz jako głowa imperium miał być przedmiotem czci całej ludności. Chrześcijanie uważali, że kult cesarza stoi w sprzecz­ności z ich wiarą, mimo że był to przede wszystkim akt o charakterze politycznym — na tym bowiem Rzymia­nie budowali jedność i stałość państwa i dlatego od­mowę palenia kadzidła przed posągiem cesarza trak­towali niemal jako zdradę państwa. Jeśli zestawić z sobą to, że chrześcijanie byli uważani za sektę ży­dowską znienawidzoną wskutek ustawicznych buntów Żydów przeciwko władzy państwowej i że odmawiali spełnienia aktu lojalności wobec cesarza, będzie jasne, dlaczego religia chrześcijańska była traktowana ina­czej niż tyle innych religii tego czasu. Uczucie wrogości potęgowało się jeszcze wskutek tego, że wyznawcy nowej religii otaczali swą organi­zację i swe zebrania szczególną tajemniczością, która budziła uzasadnioną podejrzliwość. Proporcjonalnie do wzrostu liczby chrześcijan rosła wrogość i lęk wobec nowej religii. W chrześcijaństwie bowiem upatrywano coraz powszechniej niebezpieczną siłę zagrażającą spoistości państwa. Wszystko to było źródłem rozmai­tych oskarżeń i zarzutów kierowanych przeciwko chrześcijanom. O wielu oskarżeniach, czasem wręcz nieprawdopodobnych, wspominają apologeci II i III wieku. Zarzuty te, jak wolno przypuszczać, zadecydowały O krwawym akcie zemsty na chrześcijanach za pano­wania Nerona (lata 54—68). Przyczyny tych represji jednak nie zostały jeszcze wyjaśnione. To, co na ten temat podaje Tacyt (Annales XV, 44), nie wydaje się wiarygodne. Tacyt twierdzi, że represje przeciwko chrześcijanom rozpoczęto po spaleniu Rzymu (64 rok) i że Neron, oskarżony o tę zbrodnię, zrzucił odpowie­dzialność na chrześcijan. Wiadomo jednak, że chrześ­cijanie w tym czasie byli oskarżani nie o spalenie mia­sta, lecz o nienawiść do ludzi, co zresztą znajduje po­twierdzenie u Tacyta. Przyczyny tego prześladowania, które zresztą miało miejsce tylko w Rzymie, były prawdopodobnie rozmaite. Zarzuty rodzące się z ta­jemniczości zebrań chrześcijańskich, z odmowy udzia­łu chrześcijan w praktykach życia publicznego i z od­mowy oddawania czci cesarzowi były źródłem niena­wiści, która znalazła ujście w krwawej masakrze. Do wymienionych przyczyn należy dodać i to, że chrześ­cijanie byli od początku nastawieni nietolerancyjnie w stosunku do innych religii. W przekonaniu, że tylko ich religia jest „prawdziwa", nie chcieli uznać prawa innych religii, które w ich mniemaniu były nie tylko błędne, ale i złe jako wytwór złego ducha. Takie na­stawienie w epoce synkretyzmu religijnego musiało rodzić nienawiść szczególnie ze strony klasy kapłań­skiej. Przyczyny represji przeciwko chrześcijanom za na­stępnych cesarzy dają się już dokładniej uzasadnić. Tępienie chrześcijan za panowania Trajana, Marka Aureliusza, Decjusza i Dioklecjana wypływało z przy­czyn polityczno-państwowych. Najostrzejsze represje były stosowane przez tych cesarzy, którzy dążyli do wskrzeszenia dawnej potęgi imperium. Tępili chrześ­cijan dlatego, że uważali ich za element wrogi i nie­bezpieczny, który rozsadza państwo od wewnątrz. Godny podkreślenia jest też fakt, że cesarze ci wystę­powali nie tyle przeciwko samej religii, którą zresztą mało znali, ile przeciwko tajemniczym zebraniom i obrzędom chrześcijańskim. Pogarszająca się zaś usta­wicznie sytuacja społeczno-polityczna prowadziła do represji, wskutek których ginęli również ci z przywód­ców chrześcijaństwa, którzy, jak np. Justyn, głosili za­sadę lojalności i dążyli do współpracy z państwem. Ce­sarze bowiem wątpili w szczerość ich haseł i zapew­nień. Wobec zagrożenia bytu państwowego cesarstwo do­magało się w tym czasie od wszystkich obywateli nie tylko lojalności, ale udziału w „ratowaniu cywiliza­cji". Nie wystarczało więc już zapewnienie, że chrześ­cijanie wyrzekli się tendencji rewolucyjnych. Ich po­winnością, w myśl tych żądań, było działać dla dobra państwa. Wysuwając takie żądania, zapominano jed­nak, że masy niewolników i ludzi uciskanych, których nie brak było w szeregach chrześcijan, nie widziały potrzeby zachowania tego państwa i jego stosunków społeczno-ekonomicznych, gdyż życie dla nich w tych warunkach było nie do zniesienia. Pod względem organizacyjnym kościół dostosowy­wał się do administracji państwowej. Gminy chrześci­jańskie powstające w miastach nosiły nazwę „paro­chii", a większa liczba gmin tworzyła prowincję koś­cielną („eparchia"), której granice pokrywały się z gra­nicami prowincji państwowych. Proces ten był uwa­runkowany względami politycznymi i historycznymi, gdyż kościoły prowincjonalne były organizowane przez kościół centralny, znajdujący się w stolicy da­nej prowincji. Podział kościoła na prowincje dokonał się wcześniej na Wschodzie niż na Zachodzie, ale pod koniec III wieku prowincjonalna organizacja była zna­na już w całym kościele. Sobór nicejski (325 rok) wy­rażał się o niej jako „dawnym porządku kościelnym" (kan. VI), a niektórych biskupów określał jako „metro­politów". W III wieku nastąpiły też w ustroju kościoła po­ważne przeobrażenia zmierzające w kierunku centrali­zacji władzy kościelnej. Najpierw dokonało się to na szczeblach najniższych, wskutek degradacji roli prez­biterów i wzrostu stanowiska diakonów. Dla zastępo­wania biskupa w sprawach kultowych wybierano wprawdzie archiprezbitera, lecz archidiakon, a nie ar­chiprezbiter kierował gminą pod nieobecność biskupa i najczęściej zostawał jego następcą. Centralizacja władzy w kościele dokonywała się również na wyż­szym szczeblu, czego przejawem było przyznanie wiel­kich prerogatyw metropolitom w stosunku do innych biskupów. Wszystko to zmierzało do umocnienia organizacji i dyscypliny, a przez to do ukazania światu politycz­nej i społecznej siły nowej religii zdolnej do odegrania poważnej roli w państwie. Pełne upolitycznienie koś­cioła dokonało się w początkach IV wieku po tzw. „edykcie tolerancyjnym" wydanym w 311 roku przez Galeriusza, który wraz z trzema pozostałymi regenta­mi państwa ogłosił go w Sardyce, zezwalając przez to chrześcijanom na swobodne wyznawanie swej religii. Z racji politycznych cesarze rzymscy najpierw usiło­wali wykorzenić chrześcijaństwo, a później z tych sa­mych racji zdecydowali się wykorzystać je dla swoich celów. Pierwszy Konstantyn Wielki postanowił uczy­nić z chrześcijaństwa religię państwową. Kościół przy­jął tę ofertę bez zastrzeżeń i stał się podporą istnieją­cego wówczas ustroju nie tylko politycznego, ale spo­łecznego i gospodarczego, mimo że przez wielu chrześ­cijan było to uznane za odstępstwo od prawdziwej ewangelii i tradycji wczesnochrześcijańskich, w szero­kich bowiem masach chrześcijan, wywodzących się z niewolników i biednych, nie wygasły jeszcze całko­wicie nastroje rewolucyjne.