Reklama
A A A

Procesy dezintegracyjne i zjednoczeniowe

W rozwoju wszystkich wielkich religii historyk bez trudu dostrzega procesy dezintegracyjne, których skutkiem jest powstawanie nowych grup wiodących samodzielny żywot. W chrześcijaństwie jednak pro­cesy te ujawniły się ze szczególnym nasileniem. Już pierwsze gminy chrześcijańskie stanowiły odrębne ko­mórki, które następnie usiłowano w jakiś sposób z so­bą powiązać i zjednoczyć. Udało się to w pewnym stopniu pod koniec I wieku, ale już w połowie II wie­ku rozpoczął się proces ponownej dezintegracji, któ­ry doprowadził rychło do powstania szeregu odręb­nych grup wyznaniowych, z których każda twierdziła uporczywie, że tylko ona reprezentuje „prawdziwe i autentyczne" chrześcijaństwo, inne zaś określała jako herezje, schizmy, sekty, odszczepieństwa. Okre­ślenia takie wywodziły się głównie z pozycji kościoła „centralnego", czyli grupy, która w sporach i wal­kach okazywała się w tym czasie najsilniejsza. Czę­stym zjawiskiem był fakt wzajemnego oskarżania się i „wyklinania". Tak było szczególnie w okresie tzw. walk ariańskich, monofizyckich, nestoriańskich itd. Najbardziej jednak zaciążył na historii chrześcijań­stwa wzajemny do siebie stosunek kościołów wschod­niego i zachodniego w okresie wczesnego średniowie­cza. Kościół rzymski określał chrześcijaństwo wschod­nie jako schizmę, a nawet herezję oraz „wyklinał" róż­nych biskupów wschodnich, a zwłaszcza patriarchów konstantynopolskich jako odszczepieńców i here­tyków. Kościół wschodni ze swej strony odpłacał się zachodniemu tą samą monetą. W tym stanie rzeczy jeden i drugi kościół był równocześnie ortodoksyjny (w swoim przekonaniu) i schizmatycki lub heretycki (w przekonaniu swego przeciwnika). Podobna sytua­cja powtarzała się wielekroć w historii chrześcijań­stwa. W okresie nowożytnym kościół rzymski potępił reformację jako herezję. Przez schizmę bowiem ro­zumiał takie odstępstwo od prawowierności, które po­legało na nieuznawaniu zasad organizacyjnych ko­ścioła rzymskiego, a zwłaszcza na nieuznawaniu naj­wyższej władzy papieża w całym kościele, a przez herezję rozumiał odstępstwo wyrażające się w odrzu- ceniu któregoś z dogmatów. Dla kościoła rzymskiego herezją jest nie tylko prawosławie i protestantyzm, ale wszystkie grupy wyznaniowe, które pozostając na gruncie chrześcijańskim, nie uznają całej jego doktry­ny dogmatycznej. Te zaś grupy, które całkowicie zer­wały z chrześcijaństwem, są w jego przekonaniu apo­statami od wiary. Określenia „herezja" i „schizma" oraz związane z tym potępienie są stosowane nie tylko przez kościół rzymski. Również kościół prawosławny, z uwagi na to, że kładzie wielki nacisk na „czystość" i „jedność" wiary, potępia i odrzuca od siebie grupy heterodoksal-ne. Współczesny protestantyzm jest znacznie liberal-niejszy w zakresie dogmatycznym i pozostawia znacz­nie więcej swobody w wierze, stąd jest mniej skłon­ny do potępiania „odstępców od wiary". Pierwotny wszakże luteranizm, a zwłaszcza pierwotny kalwinizm był bardzo rygorystyczny i nietolerancyjny. W pierw­szym okresie swego rozwoju protestantyzm występo­wał bardzo często jako surowy tępiciel „nieprawo-wierności". Potępienia i „wyklinania" były w chrześcijaństwie stosowane pod hasłem obrony „czystości wiary" i „je­dności kościoła". Praktyka ta, choć pozornie rozbi­jała jedność kościelną, w rzeczywistości, przynajmniej w pewnych okresach, przyczyniała się do utrzymania dyscypliny i zwartości szeregów chrześcijan. Grupy potępione bowiem, oderwane od grupy macierzystej, traciły często swą siłę żywotną, rozpadały się i za­mierały. W opinii ortodoksów herezja jest nie tylko wyrazem błędu intelektualnego, ale również deprawa­cji woli. Z tego powodu kościół urzędowy tak ostro potępiał rozmaitych „heretyków" i „schizmatyków" Muzułmanie w czasie modlitwy uznając ich za narzędzie szatana. Historyk chrześcijań­stwa jednak dostrzega, że przyczyną powstawania od­rębnych grup w łonie chrześcijaństwa były przede wszystkim warunki społeczne i polityczne dominujące w kościele urzędowym i że odłamy te były równo­cześnie czynnikiem ożywiającym chrześcijaństwo, gdyż chroniły je przed skostnieniem i obumarciem. Niektóre herezje przyczyniły się bezpośrednio do re­formy kościoła, jak doktryna Marcjona w starożytno­ści, ruchy ludowo-religijne we wczesnym średniowie­czu, reformacja XVI wieku oraz jansenizm i moder­nizm w okresie nowożytnym. Kościół urzędowy potę­piał te odłamy i walczył z nimi w bezwzględny spo­sób, ale ich doktryny wciskały się stopniowo do urzę­dowej doktryny kościelnej i przekształcały ją. Największe rozczłonkowanie chrześcijaństwa doko­nało się w ramach protestantyzmu. Protestantyzm bo­wiem, chociaż pojmuje kościół jako wspólnotę i prze­pojony jest świadomością jedności wiernych, kładzie główny nacisk na jednostkę i jej bezpośredni kontakt z Bogiem. Mimo istnienia znacznych różnic w ocenie tej roli jednostki protestantyzm różni się pod tym względem zasadniczo od katolicyzmu rzymskiego i pra­wosławia. W metodyzmie przypisuje się jednostce większą rolę niż w anglikanizmie, a w luterańskim pietyzmie XIX wieku, mimo tendencji do tworzenia grup z sobą powiązanych, występuje duże zaintereso­wanie religijnością indywidualną. Obok tego istnieją w protestantyzmie grupy o nastawieniu kolektywnym uznające te same reguły w interpretacji Pisma święte­go jako jedynego źródła wiary. W tych to grupach tworzyła się od dawna własna tradycja jako czynnik integrujący. W początkach obecnego stulecia właśnie w protes­tantyzmie ujawniły się szczególne tendencje zjedno­czeniowe, które następnie dały o sobie znać również w prawosławiu, a dopiero ostatnio i w kościele kato­lickim. Tendencje te przybrały realną formę po pierw­szej wojnie światowej i rewolucji październikowej, to jest w okresie, kiedy wiele grup chrześcijańskich zna­lazło się w niebezpieczeństwie utraty wyznawców i obumarcia. Postępujący proces laicyzacji klasy ro­botniczej, a następnie i innych klas społecznych skła­nia te grupy do zjednoczenia się z sobą dla stworze­nia wspólnego frontu walki. Inicjatywa zjednoczeniowa (ekumenizmu) wyszła od grup protestanckich. Zaczątkiem działalności ekume­nicznej była konferencja w Nowym Jorku w 1900 ro­ku, ale była to próba mało znacząca dla praktyki. Dopiero konferencja ekumeniczna biskupów krajów skandynawskich w 1918 roku, na której wysunięto no­wą ideę zjednoczenia chrześcijan, może być uważana za realne zapoczątkowanie akcji, która potęguje się obecnie. Idea ta bowiem była przedmiotem dyskusji na wielu zebraniach i konferencjach w różnych kra­jach i na tej podstawie powstał plan powołania Świa­towej Rady Kościołów, zrealizowany na konferencji w Londynie w 1937 roku. Rada ta obejmująca począt­kowo kilkadziesiąt wyznań protestanckich rozrosła się w krótkim czasie bardzo poważnie. Do tej pory od­były się cztery jej kongresy: w Amsterdamie 1948 ro­ku, w Evanston (USA) 1954 roku, w New Delhi (Indie) 1961 roku i w Upsali (Szwecja) 1968 roku. Światowa Rada Kościołów zrzesza obecnie ponad 200 chrześci­jańskich grup wyznaniowych nie tylko protestanckich, ale również prawosławnych. Prawosławie zajmowało od początku pozytywne sta­nowisko względem ekumenizmu chrześcijańskiego i nie odrzucało a priori współpracy z innymi kościoła­mi. Stosunek kościołów prawosławnych jednak do tej akcji nie był jednolity. Niektóre z nich biorą od daw­na aktywny udział w akcji zjednoczeniowej, uczest­niczą w zjazdach, konferencjach i spotkaniach organi­zacyjnych. Inne zachowały przez pewien czas rezer­wę, ale ostatnio również włączyły się do akcji eku­menicznej. Na konferencji Światowej Rady Kościołów w New Delhi w 1961 roku patriarchat moskiewski i niektóre kościoły prawosławne państw socjalistycz­nych zgłosiły swój akces do tej organizacji. Kościół rzymskokatolicki nie jest członkiem Świa­towej Rady Kościołów i do niedawna wykazywał naj­mniej chęci do zjednoczenia z innymi kościołami, zwłaszcza protestanckimi. Nie dostrzegając dla siebie niebezpieczeństwa jak mniejsze grupy wyznaniowe i wychodząc z założenia, że jest jedynym kościołem „prawdziwym", nie chciał się wiązać z innymi na zasadzie równości. Występował wprawdzie, i to nie raz w historii, z inicjatywą „unii" z prawosławiem, ale rozumiał ją w sensie „powrotu" kościoła prawo­sławnego do „jedności". Jeszcze mniej respektu prze­jawiał w stosunku do wyznań protestanckich potępia­nych przez kilka wieków jako heretyckie. W ostatnich latach jednak, wskutek przeżywanych trudności we­wnętrznych i zewnętrznych, kościół katolicki zmienia swój stosunek do sprawy zjednoczenia. Zamiast o he­retykach i schizmatykach, jak do tej pory, mówi dziś o „braciach odłączonych" przyznając, że odpowiedzial­ność za to „rozłączenie" obarcza również i jego. W ten sposób hasło zjednoczenia (ekumenii i dialogu) weszło już jako element składowy teologii katolickiej, a w pewnym sensie i doktryny katolickiej — podobnie jak doktryny innych wyznań i kościołów chrześcijań­skich. Dla realizacji warunków „zjednoczenia" stwo­rzono w kościele katolickim Sekretariat do Spraw Jedności Chrześcijan, który przejawia szczególną ak­tywność w nawiązywaniu kontaktów z reprezentanta­mi innych kościołów i w dążeniu do wypracowania platformy porozumienia. Tendencje te ujawnione zo­stały z całą ostrością na drugim soborze watykańskim. W obecnym stanie chrześcijaństwo, jeśli nie brać pod uwagę drobnych grupek stojących poza Świato­wą Radą Kościołów, występuje w postaci dwóch wiel­kich organizacji, które pod względem liczebności swych wyznawców są prawie sobie równe. Jest to z jednej strony kościół rzymskokatolicki, a z drugiej Światowa Rada Kościołów. Wprawdzie dawna, ujaw­niana w historii wrogość różnych kościołów wzglę­dem siebie bardzo się stępiła i żaden z nich, również kościół katolicki, nie jest skłonny do ferowania wy­roków potępiających, lecz raczej do „pozytywnego dia­logu", to jednak różnice dzielące od siebie wymienio­ne organizmy kościelne są w dalszym ciągu tak samo trudne do usunięcia, jak w okresach najostrzejszych walk i sporów religijnych. Wszystkie wyznania chrześcijańskie utrzymują, że podstawą ich doktryn jest Biblia. Odmienne wszakże interpretacje jej tekstów w różnych grupach wyzna­niowych sprawiają, że nie można dziś mówić o jednej doktrynie wyznań przyznających się do chrześcijań­stwa. Charakterystyczna pod tym względem jest de­klaracja przyjęta na kongresie Światowej Rady Ko­ściołów w New Delhi (1961) stwierdzająca, że wspól­ną podstawą wyznań chrześcijańskich jest wiara w Jezusa Chrystusa oparta na świadectwie ewangelii. Wiadomo bowiem, że szereg wyznań chrześcijańskich nie przyjmuje wiary w Jezusa jako Syna bożego ani wiary w Trójcę. Większość chrześcijan wszakże, a w tym szczególnie katolicy, prawosławni i część protestantów, przyjmuje „Wyznanie wiary" (apostol­skie i nicejsko-konstantynopolskie) głoszące, że chrze­ścijaństwo jest religią uznającą istnienie Boga w Trój­cy jako bytu transcendentnego, wiecznego, dosko­nałego, stworzyciela świata. Stwarzając człowieka, Bóg przeznaczył go do chwały wiecznej, ale ten zgrzeszył, utracił łaskę i zasłużył na potępienie. Dla naprawienia tego zła Bóg zesłał na ziemię swego Sy­na, który stał się człowiekiem i przez swą śmierć od­kupił ludzi dając Bogu zadośćuczynienie za wyrządzo­ną mu zniewagę. Dalszy proces zbawienia ludzi należy do zadań kościoła, ale pod tym względem nie ma zgo­dy nawet wśród chrześcijan zbliżonych do katolicyz­mu. Jedne wyznania bardziej akcentują konieczność wiary, inne przestrzegania prawa bożego, inne prak­tykowania miłości Boga i bliźniego, inne znów ko­nieczność pośrednictwa instytucji kościoła i skutecz­ność udzielanych przez kościół sakramentów. Z doktrynalnych podstaw chrześcijaństwa powsta­wały w ciągu wieków kierunki filozoficzne, które usi­łowały wyjaśniać pojęcie świata, człowieka i Boga. W ten sposób powstała „filozofia chrześcijańska". W nowszych czasach pod naporem nauki rozwija się w łonie chrześcijaństwa nurt akcentujący nie dogma­tyczne i filozoficzne, lecz moralne jego walory. Szcze­gólnie we współczesnym protestantyzmie torują sobie drogę kierunki, które rezygnują nawet z założeń tei­stycznych usiłując bronić chrześcijaństwa na podsta­wach pragmatycznych i moralnych. Warunki społcczno-kulturowe współczesnego świata wywierają doniosły wpływ nie tylko na politykę naj­większych kościołów chrześcijańskich, ale również przyczyniają się do przeobrażeń ich doktryn i struk­tur organizacyjnych. Wywołują one poważny ferment w łonie ich wyznawców zmuszając czynniki kierowni­cze do nawiązywania „dialogu" z pozachrześcijański-mi wyznawcami religii oraz z ludźmi niewierzącymi.