Reklama
A A A

Wietnam

Już w pierwszych wiekach naszej ery buddyzm ma­na janistyczny dociera zarówno na tereny dzisiejszego Wietnamu, jak i na Półwysep Koreański, w obu jed­nak wypadkach innymi drogami. Wcześniejsze dane pochodzą z Wietnamu i dlatego wpierw zajmiemy się południowym, morskim szlakiem pochodu Wielkiego Wozu. Dobija on do Wietnamu już w III wieku n.e. (wg innych już w II wieku), przy czym krajem, skąd prze­jęto tę pierwszą iskrę, były Indie. Wietnam znajdował się wówczas w politycznej zależności od Chin, jednak­że buddyzm był jeszcze w Chinach południowych dość słaby. Wiadomo natomiast, że przez tereny państwa Czampa, które w III wieku n.e. powstało w dzisiej­szym Wietnamie środkowym, docierali drogą morską podróżnicy z Indii, a nawet Baktrii. Zresztą sami mieszkańcy Czampy, Czarnowie, prawdopodobnie nie­śli ze sobą bezpośrednio tradycje kultury indyjskiej, skoro — jak się uważa — przybyli z Dekanu. Wiet­namczycy i Czarnowie uzyskali w IV—VI wieku pew­ną niezależność, ale znowu od VII aż do XII wieku ziemie te straciły niepodległość na rzecz Chin. W tym okresie szczególnie silnie daje się odczuć wpływ chiń­skich szkół cz'an i ts'ing-t'u. Wszyscy późniejsi wład­cy od XI—XIII wieku patronowali szerzeniu wierzeń i praktyk buddyjskich i sami niejednokrotnie im się oddawali wstępując nawet do klasztorów. Budowano też liczne pagody i inne budowle sakralne oraz prze­kładano z języka chińskiego kanon buddyjski. Wiek XV i XVI uważa się jednak za okres stopniowego upadku tej bujnej działalności. Na skutek nowego na­cisku zbrojnego i ideologicznego ze strony Chin bud­dyzm miejscowy poczyna ustępować przed nacierają­cym konfucjanizmem i taoizmem. Buddyści nadal na­zywają siebie buddystami, lecz pozbawieni ortodok­syjnego wykładu doktryny ulegają naporowi nie tylko obu chińskich kierunków, ale też animistycznych i szamanistycznych wierzeń ludowych. Po II wojnie światowej oblicza się w tym kraju bud­dystów na ok. 22 miliony, katolików — na ok. 2 min, kaodaistów — na 1,5 min oraz hoa-hao — na ok. 1 min. Dwie ostatnie religie są typowymi produktami syn-kretyzmu. W szczególności kaodaizm, który włącza też postać Buddy do swego panteonu, jest amalgamatem objawionym jako nowa religia w 1926 roku. Budda jest tu na równi z Mojżeszem uważany za pierwszego zba­wiciela ludzkości, drugą parą zbawicieli byli Lao-tsy i Chrystus, a jako trzeci nadejdzie Kao-dai, który zjednoczy wszystkie religie i doprowadzi ludzi do wiecznej szczęśliwości. Niezależnie jednak od tej formy wierzeń właściwy buddyzm, acz nie wolny od obcych naleciałości, za­chowuje w ogólnym zarysie główne cechy szkoły me­dytacyjnej (chińskie cz'an), choć rozpada się ona tu na szereg odłamów. Poza tym pamiętać należy o wpły­wach hinajany kambodżańskiej na południu Wietna­mu oraz o odmienności rozwoju buddyzmu w Północ­nym i Południowym Wietnamie w warunkach wojny narodowo-wyzwoleńczej. Już walka przeciw francu­skiemu kolonializmowi pozwoliła buddyzmowi wiet­namskiemu włączyć się do akcji i tym samym ugrun­tować swe stanowisko religii narodowej. Po roku 1954, gdy doszło do podziału kraju wzdłuż 17 równoleżnika, buddyzm miał już zorganizowany kler, ośrodki wpły­wu na laików i kontakty ze Światową Federacją Bud­dystów założoną w Colombo w 1950 roku. Niezwykle skąpe wiadomości o stanie religii w Wietnamie Pół­nocnym pozwalają jedynie sądzić, że nastąpiło tu od­sunięcie kleru buddyjskiego od wpływów politycz­nych i pewne zahamowanie kultu różnymi metodami administracyjnymi, przy konstytucyjnie zagwaranto­wanej swobodzie wyznań. Zresztą warunki otwartej wojny prawdopodobnie przesunęły tu kwestie stosun­ków religijnych na plan dalszy. Centrum aktywnej działalności buddyzmu jako ugrupowania ideologicz­nego wytworzyło się natomiast w Wietnamie Połud­niowym. Buddyści doprowadzają tu lub przyczyniają się do upadku pięciu kolejnych gabinetów ministerial­nych (pierwszy — katolika Ngo Dinh Diema w 1963 roku), a ich bronią w walce jest mobilizowanie do opo­ru wiernych buddyzmowi laików, m. in. protestacyj­nymi głodówkami mnichów i ich samobójstwami przez samospalanie się lub okaleczeniami ciała (odrąbanie dłoni itp.). Protesty dotyczą przede wszystkim poli­tyki rządu, który faworyzuje (przynajmniej zdaniem samych buddystów) mniejszości wyznaniowe, dąży do rozdzielenia kościoła od państwa, zabrania propago­wania wiary, więzi buddystów itp. Żądano natomiast ustanowienia doradców buddyjskich dla rządu i opie­ki państwa nad rozwojem ruchu buddyjskiego. Za du­chowego przywódcę opozycji buddyjskiej i różnych przejawów buntu uchodzi Tri Quang (urodź. 1922) z Hue, wedle którego wykładni: a) mahajanista ma mo­ralny obowiązek prowadzić akcje mające na celu po­lepszenie bytu innych, b) gdy się czyni innych szczęśliwymi, już to jest szczęściem, ale tym jest ono większe, gdy się dla dobra innych cierpi. Te dwie za­sady główne obok innych pomniejszych usprawiedli­wiać mają zarówno aktywność polityczną gminy, jak i akty samounicestwiania czy zadawania sobie fizycz­nego gwałtu. Nawet samobójstwo nie stanowi tu reli­gijnego przekroczenia, o ile popełniono je dla dobra innych, a jest ono szlachetniejsze od zadawania gwał­tu innym. Pierwszym mnichem, który w 1963 roku ka­zał się oblać benzyną i podpaliwszy się samemu zginął w płomieniach, był Quang Duc, uznany za świętego męczennika. Za jego wzorem poszło w tymże roku 8 innych osób: demonstracyjne ofiary jednak przesta­ły z czasem — jak się wydaje — obchodzić polityków, a nawet ludzi początkowo zdjętych zgrozą. Nie wy­daje się, by przyczyny (polityka władz wobec buddyz­mu) odpowiadały w tym wypadku tragizmowi skut­ków — stwierdzają to nawet obserwatorzy życzliwi buddystom. Zakładać raczej należy, że obok fanatyz­mu i pragnienia zdobycia zasługi w oczach innych, może też zasług nadprzyrodzonych, znaczenie przy de­cyzjach samobójczych mają też prawdopodobnie wie­rzenia, że kto traci życie w afekcie, ma zagwaranto­wane przetrwanie tego afektu (np. nienawiści itp.) w żywocie przyszłym, a tym samym zapewnione kon­tynuowanie działań wynikających z danego afektu (np. walki), może nawet na skuteczniejszą skalę, jeśli aktualny żywot na skuteczne działanie nie pozwala. W 1964 roku władzę w Wietnamie Południowym przejęli generałowie Nguyen Cao Ky i Nguyen Van Thieu. Wojujący kler, doświadczony w walkach z po­przednimi rządami, do których obalenia się przyczy­niał, podjął dalszą walkę o prawa polityczne buddys­tów. Praw tych nie chciał w całej rozciągłości uznać żaden gabinet. Nie pomogły jednak ani protestacyjne barykadowanie ulic ołtarzami domowymi na wezwanie mnichów, ani dalsze samobójstwa przez spalenie, ani strajk głodowy przywódcy kleru. W 1966 roku można było stwierdzić niepowodzenie całej akcji. Również wybory do konstytuanty w tymże roku, które zrze­szenie buddystów zadecydowało zbojkotować, dały w rezultacie jedynie 34 miejsca (na 117) dla nominal­nych buddystów, choć nie kandydowali oni jako tacy. Jak na kraj w znakomitej większości buddyjski (85% ludności wyznaje buddyzm) jest to niewątpliwie skład niereprezentatywny; wojujący kler zdawało się dążył do tego, lecz jaki to może mieć pozytywny skutek, trudno orzec. Państwo — jak się wydaje — nie zmie­rza tu do zniszczenia buddyzmu (oferowano kom­pensatę za zniszczenia świątyń podczas zamieszek, apelowano do mnichów o współpracę z rządem itp.), część kleru jednak zdaje się nadal — mimo chwilowej klęski politycznej — nie rezygnować z dalszej walki o władzę.